100 lat życia – piękny Jubileusz Jana Krowiaka
25 października 2026 r. był dla mieszkańca Witryłowa – Jana Krowiaka dniem wyjątkowym, w którym wraz z najbliższą rodziną, przyjaciółmi, sąsiadami, przedstawicielami władz samorządowych oraz zaproszonymi gośćmi świętował swoje setne urodziny.
Tak zacny jubileusz to niezwykłe wydarzenie – symbol długiego i bogatego życia, wypełnionego pracą, troską o rodzinę, codziennymi obowiązkami, ale także radościami, spotkaniami i wspomnieniami, które przez dziesięciolecia tworzyły osobistą historię Jubilata.
Uroczystości rozpoczęły się w kościele parafialnym w Końskiem uroczystą mszą św. dziękczynną za 100 lat życia Jana Krowiaka z prośbą o dalsze błogosławieństwo Matki Bożej Najświętszej dla jubilata. Mszy św. przewodniczył ks. prof. Stanisław Nabywaniec.
Następnie rodzina i zaproszeni goście udali się do Witryłowa, gdzie w sali Domu Ludowego w Witryłowie rozpoczęła się dalsza część jubileuszowego spotkania.
Goście utworzyli szpaler, którym Jubilat, prowadzony przez córki – Hannę i Zofię – wszedł na salę. Za nimi podążyli synowie Adam i Wiesław.
Wejściu Jubilata towarzyszyły serdeczne oklaski oraz muzyka orkiestry, która specjalnie przygotowała utwór na jego powitanie.
Był to wzruszający moment, w którym cała uwaga skupiła się na człowieku, który przez sto lat swojego życia stał się dla kolejnych pokoleń symbolem rodzinnych wartości, doświadczenia i przywiązania do najbliższych.
Jan Krowiak przyjmował kwiaty, upominki i przede wszystkim serdeczne słowa od kolejnych osób, które chciały osobiście podziękować mu za możliwość wspólnego świętowania tego niezwykłego jubileuszu.
Jubilatowi życzenia złożyła również wójt gminy Dydnia Bożena Chorążak, podkreślając niezwykłą wartość stu lat życia oraz znaczenie rodziny i wartości, które przez dziesięciolecia kształtowały kolejne pokolenia. – Sto lat życia to niezwykły dar i piękna, zapisana przez dziesięciolecia historia – naznaczona doświadczeniami, pracą, troskami i radościami, a przede wszystkim obecnością ludzi, których Pan kochał i dla których był oparciem – podkreśliła wójt. W swoim wystąpieniu zwróciła szczególną uwagę na wartości, którym Jubilat pozostawał wierny przez całe życie – wiarę, rodzinę, pracowitość, uczciwość i szacunek dla drugiego człowieka. Podkreśliła również, że największym powodem do dumy są dzieci, wnuki i prawnuki, którym Jan Krowiak przekazał nie tylko rodzinne wspomnienia i historię, ale przede wszystkim przykład życia, przywiązanie do rodziny oraz wartości chrześcijańskie. Wójt złożyła Jubilatowi życzenia zdrowia, spokoju, rodzinnego ciepła i Bożej opieki.
Do życzeń przyłączył się obecny na uroczystości starosta brzozowski Jacek Adamski, dyrektor oddziału regionalnego Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego Jan Urban, kierownik PT KRUS w Brzozowie Marta Chorążak-Tabisz, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Dydni Agnieszka Jatczyszyn wraz ze współpracownik Anną Pilawską, radna Rady Gminy Dydnia Elżbieta Sabat, sołtys Witryłowa Agnieszka Węgrzyńska oraz przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich w Witryłowie Magdalena Truchan.
W imieniu rodziny głos zabrali synowie – Wiesław i Adam, dziękując wszystkim za obecność, życzenia i wspólne przeżywanie tego wyjątkowego dnia.
Następnie wzniesiono uroczysty toast lampką szampana, a jubilatowi odśpiewano „200 lat!”. Panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Witryłowie zadbały o smaczny poczęstunek dla niemal 90 przybyłych gości. Świętowanie 100. urodzin było okazją do rozmów, wspominania minionych lat i spotkania wielu osób, które przez lata towarzyszyły jubilatowi i jego rodzinie.
Po oficjalnej części uroczystości przyszedł czas na muzykę i wspólną zabawę. Orkiestra rozpoczęła zabawę od specjalnie przygotowanej, ulubionej piosenkę jubilata. Urodziny nie mogły odbyć się bez tortu, który na salę wprowadziły radna i sołtys. Nie zabrakło uśmiechów i rodzinnych fotografii.
Dalsza część spotkania upłynęła przy muzyce, tańcach i wspólnym biesiadowaniu. O poczęstunek zadbały panie z KGW w Witryłowie.
Setne urodziny Jana Krowiaka były nie tylko rodzinnym świętem. Stały się również wyjątkową okazją do spotkania kilku pokoleń i wspólnego zatrzymania się nad historią człowieka, którego życie obejmuje całe stulecie – czas wielkich przemian, trudnych doświadczeń, ale również wielu powodów do wdzięczności i radości.
Takie jubileusze przypominają, jak wielką wartość ma rodzina, pamięć o przeszłości, szacunek dla seniorów i przekazywanie kolejnym pokoleniom wartości, które budują wspólnotę.
100 lat Jana Krowiaka to opowieść o człowieku, który przeszedł przez wojnę, przymusową pracę, trudne powojenne lata i dziesięciolecia wymagającej pracy zawodowej, ale przede wszystkim o człowieku, dla którego największą wartością przez całe życie pozostawały rodzina, własny dom, uczciwa praca i możliwość powrotu do swoich bliskich.
Jan Krowiak, urodzony 25 października 1926 roku w Uluczu, należy do pokolenia, którego życie zostało głęboko naznaczone wojną i trudnymi latami powojennymi. Po wybuchu wojny wraz z rodziną został przesiedlony w głąb Rosji, tam przebywali ok. 3 lat. Po powrocie do Ulucza został skierowany na roboty przymusowe do Niemiec, na gospodarstwo rolne, gdzie pracował przy hodowli bydła.
Końcówka wojny przyniosła kolejne dramatyczne doświadczenia. Droga powrotna do Polski była długa i niebezpieczna, przez Rosjan został okradziony z całego dobytku, jaki posiadał. Po dotarciu do Sanoka, nadal nie wiedział, gdzie znajduje się jego rodzina i czy jego bliscy przeżyli. Dzięki dobrym ludziom, jakich spotykał na swej drodze, udało mu się odnaleźć rodzinę w pobliskim Witryłowie. Te chwile wspomina ze łzami w oczach. W maju 1946 r. wieś została napadnięta przez bandę UPA, stracił w tamtym okresie ojca.
Po wojnie rozpoczął dorosłe życie, które od początku związane było z ciężką pracą. W październiku 1953 r., w wieku 26 lat, ożenił się z pochodzącą z Końskiego siedemnastoletnią dziewczyną. Początkowo młodzi małżonkowie mieszkali wraz z liczną rodziną w bardzo trudnych warunkach. Wkrótce rozpoczął pracę zawodową. Najpierw pracował przy młócce w Uluczu, a następnie przy budowie domów. W 1955 roku rozpoczął pracę w kopalni w Witryłowie, następnie w Grabownicy, Żurawicy i na koniec swej zawodowej drogi znów w Witryłowie.
Praca wymagała od niego dużego poświęcenia. W Żurawicy przepracował około 12 lat, często przez kilka tygodni pozostając poza domem, a do rodziny wracał jedynie na kilka dni. Dojeżdżał również motocyklem, który dawał mu większą samodzielność. Motocykl aż do ostatnich lat był jego znakiem rozpoznawczym. Praca przy instalacjach gazowych była odpowiedzialna i niebezpieczna. Jedno z tragicznych wydarzeń, które szczególnie zapamiętał, zakończyło się śmiercią jego współpracownika.
Przez całe życie zawodowe ważna była dla niego rodzina. Kiedy pojawiła się możliwość przeniesienia do innego miejsca, nie chciał opuszczać domu, zwłaszcza że żona miała problemy zdrowotne. Podkreślał, że chce pracować jak najbliżej rodziny i mieć możliwość szybkiego powrotu do domu.
W 1981 roku przeszedł na emeryturę. Był to dla niego przede wszystkim powrót do domu i możliwość spędzania większej ilości czasu z rodziną.
Wspólnie z żoną wychował czworo dzieci. Zdobyły one wykształcenie, założyły własne rodziny, a dziś Jan Krowiak może cieszyć się również wnukami i prawnukami. Jak wspominał, największą satysfakcją rodziców jest widzieć, że dzieci mają swoje rodziny, pracę i własne życie.
Jednym z najważniejszych symboli jego życia pozostaje rodzinny dom. Nie chciał zamienić go na mieszkanie w bloku, ponieważ – jak podkreślał – dom budował razem z żoną własnymi rękami. Zdobywanie materiałów, budowa domu i gospodarstwa wymagały ogromnego wysiłku, ale właśnie ten dom stał się dla niego miejscem, do którego przez całe życie chciał wracać.
Dziś, patrząc z perspektywy stu lat, Jan Krowiak mówi o swoim życiu z prostotą i pokorą: „Człowiek się namęczył. Bardzo. (…) Ale postawiliśmy dom. Wychowaliśmy dzieci. (…) I mimo tego wszystkiego mogę powiedzieć, że dobrze nam było.”



























3 « Raslavice i Dydnia łączą doświadczenia na rzecz rozwoju dzieci








