Ostatnie pożegnanie Janiny Zubel — mistrzyni ludowej pisanki z Jabłonki

Miniaturka wpisu Ostatnie pożegnanie Janiny Zubel — mistrzyni ludowej pisanki z Jabłonki

27 listopada br. w Jabłonce odbył się pogrzeb znanej na Podkarpaciu i w całej Polsce pisankarki – Janiny Zubel. Pani Janina żyła 93 lata. Wspaniałą pamiątką po znanej twórczyni z Jabłonki są jej dzieła, które zdobią mieszkania w Polsce i zagranicą. Jej talent i twórczość przyczyniły się do popularyzacji sztuki ludowej, zachowania tradycji regionalnej i edukowania młodszych pokoleń. Śp. Janina Zubel pozostawiła po sobie coś więcej niż ozdoby. Stała się częścią historii, kultury i ducha Podkarpacia. Przypominamy jeden z wielu artykułów opublikowanych w Kwartalniku „Nasza Gmina Dydnia” autorstwa Haliny Kościńskiej, w której przedstawiona jest sylwetka pisankarki z Jabłonki.
Rodzinie i bliskim Pani Janiny Zubel w imieniu samorządu gminnego składamy szczere wyrazy głębokiego współczucia.

Janina Zubel – nie tylko pisankarka  

Janina Zubel Mieszka w Jabłonce. Szalowany, parterowy drewniany dom stojący przy drodze tonie w powodzi kwiatów. Od wiosny do jesieni pysznią się różnokolorowo w ogródku, w donicach, na schodach, zwisając z balkonu pięterka, pnąc się po drabinkach, a winogron tworzy cienistą pergolę prowadzącą w kierunku werandy.
Janina Zubel kocha kwiaty i ma ich mnóstwo w domu i ogrodzie. Wczesną wiosną nie powitały mnie one barwami i zapachem, ale dopełniła tego uśmiechnięta gospodyni, ciepło kuchni i zapach domowego ciasta.
Kim jest Janina Zubel? Jednoznacznie nie można odpowiedzieć na to pytanie. To nie tylko znana pisankarka, ale również specjalistka od pieczywa obrzędowego, palm wielkanocnych, pająków ze słomy, niestrudzona społecznica, kucharka weselna oraz członkini Koła Gospodyń Wiejskich w Jabłonce.
Interesuje się wieloma sprawami, a potrafi jeszcze więcej ta 65-letnia, uśmiechnięta, serdeczna i żywotna kobieta, której pracowitość i społeczne działanie wychodzi daleko poza teren gminy Dydnia.
Urodziła się tu, w Jabłonce 2 marca 1932 roku w wielodzietnej rodzinie. Rodzice mając sześcioro dzieci, wcześnie uczyli je różnych prac. W domu rodzinnym nauczyła się prząść konopie, len i wełnę, robić robótki na szydełku, a na drutach pończochy, skarpety, swetry, rękawiczki, szale i czapki, a nawet spódnice. Nauczyła się farbować wełnę, szare nici i wykonywać z nich cudeńka – nazywane dzisiaj rękodziełem artystycznym.
W okresie wojny i powojnia życie zmuszało do robienia samemu wielu rzeczy. To była konieczność w tamtych czasach. Szczęśliwym był ten, kto miał uzdolnienia artystyczne. Ona i jej siostry miały to szczęście.
Ciepło kuchni nastraja do wspomnień. Kiedy zaczęła robić pisanki? Sama już dobrze dzisiaj nie pamięta. Miała chyba z 8 lat, gdy starszy brat Michał przyniósł z kawalerki pisanki. Panował wtedy zwyczaj, że panny na wydaniu obdarowywały kawalerów własnoręcznie wykonanymi pisankami.
Zobaczyła, zauroczyły ją kolory, wzory i sama zaczęta robić. Początkowo rodzinie, znajomym, ale tylko na Święta Wielkanocne – w sezonie – zaznacza.
W 1950 r. – 29 lipca dobrze pamięta wyszła za mąż. Mąż, Zbigniew też był z Jabłonki. Dochowali się trójki dzieci (dwóch synów i córki). Ciężko było, trudno żyć w tamtych czasach. Pracowała na 5 ha w gospodarstwie, a wieczorami szyła ludziom ręcznie igłą, a potem na maszynie, bo i to potrafiła.
Dobrze umiała także gotować i piec, więc ją ludzie zaczęli zamawiać na wesela i inne uroczystości. Piekła więc, dekorowała ciasta i gotowała w Jabłonce, Dydni, Wesołej, Izdebkach, Mrzygłodzie w wielu innych wsiach.
Gdzieś w latach sześćdziesiątych nieodżałowana śp. bratowa Stefania mieszkająca w Brzozowie zgłosiła ją na konkurs pisankarek do Przemyśla. Spodobały się jej pisanki i różne muzea, domy kultury, stowarzyszenia zaczęły ją zapraszać na konkursy, pokazy, wystawy. Zainteresowała się nią „Cepelia” w Rzeszowie, a krótko potem Spółdzielnia Wytwórców Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Milenium” w Krakowie. Zarejestrowanym członkiem spółdzielni jest od 1973r. i jako artystka ludowa dostarcza pisanki cieszące się uznaniem i zainteresowaniem handlu krajowego i zagranicznego. Dzięki temu ma emeryturę.
Pisanki z lat sześćdziesiątych wykonywane dla „Cepelii” (Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego) w Rzeszowie robiła na całych jajkach. Był to jednak krótki okres. Dla „Millenium” w Krakowie od prawie 25 lat wykonuje wyłącznie pisanki wydmuszkowe. Nie jest to prosta i łatwa robota. Sama widziałam. Wydmuszki są delikatne i kruche, a ponadto trzeba je zafarbować i wydrapać na ich powierzchni rysunek. Często wypływają na powierzchnię rozrobionej w garnku farby, trzeba je ponownie zanurzać, aby uzyskać jednolity kolor, a potem umiejętnie obsuszyć, by nie było plam.
Janina Zubel najchętniej farbuje białe skorupki, z konieczności ciemniejsze także, bo co ma zrobić, gdy innych akurat nie ma. Stosuje farby do tkanin lub wełny, czyli popularny barwnik bezpośredni do lnu, bawełny i wiskozy.
Czasem dodaje octu do farby na lepszy kolor, czasem miesza farby. Pisanki robi w 5 kolorach: zielone, niebieskie, fioletowe, różowe i czerwone. Wzory na pisankach są precyzyjnej, koronkarskiej roboty niczym hafty – wianuszki, drobne kwiatuszki, paseczki, listeczki, gwiazdeczki, wzorki geometryczne, a wszystkie misterne, gęściutkie – styl ludowy rzeszowski – mówi pani Jasia.
Do krakowskiego „Milenium” pisanki wydrapywane na wydmuszkach w tym stylu, z byłego województwa rzeszowskiego dostarcza tylko Janina Zubel z Jabłonki.
Po latach nabyła nieprawdopodobnej wprawy. Szewskim szydłem wybija dwie dziurki w skorupce – jedną większą, drugą mniejszą wydmuchuje zawartość jajka. Za jeden wieczór „wydmucha” i 100 jajek. Nieprawdopodobne, ale tak jest. Każdego miesiąca przez cały okrągły rok odstawia do Krakowa 200 – 250 sztuk pisanek wydmuszkowych. Były i takie miesiące, że na specjalne zamówienia wykonywała 300, a raz nawet 500 szt.
Lata pracy, udziały w wystawach, konkursach, festiwalach folklorystycznych sprawiły, że stała się osobą znaną i podziwianą. Zaczęła otrzymywać wyróżnienia, a potem nagrody za osiągnięcia w kultywowaniu tradycyjnych wartości kultury materialnej, utrwalanie tożsamości kulturowej oraz za współuczestniczenie w tworzeniu współczesnej kultury polskiej.
Aby godnie prezentować się na różnych imprezach i spotkaniach sprawiła sobie piękny strój ludowy – krakowski. Ma cztery gorsety, w tym dwa swoje i dwa Koła Gospodyń Wiejskich. Sama też potrafi wyszywać i haftować gorsety, ale nie ma na to czasu. Jej gorsety wykonała siostra Krystyna. Są piękne.
Zapraszana jest często do Krakowa przez „Milenium”, a wcześniej przez Fundację „Cepelia” Polska Sztuka i Rękodzieło. Przeważnie w Sukiennicach lub na Rynku Głównym w Krakowie prezentuje swe umiejętności, bo tam odbywają się pokazy twórczości ludowej i rękodzieła oraz Targi Wielkanocne.
We wcześniejszych latach przypatrujące się tłumy ludzi peszyły ją, ręka drżała przy wydrapywaniu pisanek, policzki płonęły rumieńcem. Ale to było i minęło. Dzisiaj jest pewność w jej ruchach, doświadczenie, mistrzostwo i precyzja, a co za tym idzie nagrody.
Jest ich wiele. Wymienię tylko ostatnie. I nagroda w konkursie organizowanym przez Wojewódzki Dom Kultury w Krośnie „Pisanki * koszyki * palmy * pieczywo wielkanocne” w 1994 r., II nagroda w 1996 r. w kategorii pisanek skrobanych, I nagroda (4 IV 1995) w Krakowie na konkursie „Jajko Wielkanocne” w grupie „Pisanki tradycyjne i artystyczne na wydmuszkach jajek”.
Z okazji wręczenia tej nagrody Telewizja Polska Kraków w Teatrze Stu nagrała godzinny film o twórcach – zdobywcach nagród w kategoriach: pisanki, baranki, palmy, występy obrzędowe itp. W nagraniu, tego filmu uczestniczyła także Janina Zubel. Prezentowany był potem ten film nie tylko w Krakowie, ale w telewizji ogólnopolskiej. Kilkakrotnie prezentowała ją jeszcze TV Kraków.
Zapraszały ją do siebie galerie np. „Korolew” w Osiedlowym Domu Kultury w Łodzi, Towarzystwo Przyjaciół Kultury Ludowej w Krakowie, Spółdzielnia „Milenium” na uroczystości 20 i 25-lecia swego istnienia, Muzeum Okręgowe w Rzeszowie, Muzeum Etnograficzne w Krakowie, Muzeum Regionalne w Brzozowie (organizator Kursu Etnograficznego dla Polonii), szkoły i Gminne Ośrodki Kultury województwa rzeszowskiego i krośnieńskiego, Kulturne Stredisko v Bardejove na Słowacji, organizatorzy „Tatrzańskiej Jesieni” w Zakopanem oraz Uniwersytet Ludowy we Wzdowie, gdzie od marca 1991 r. prowadziła zajęcia dla słuchaczy – wykonywanie pisanek wydmuszkowych oraz ozdobnych pająków ze słomy.
Całe jej bogate życie związane jest z pracą twórczą i działalnością społeczną na rzecz środowiska. Przez wiele lat była przewodniczącą Komitetu Rodzicielskiego w SP w Jabłonce. Do dzisiaj pomaga przy każdej uroczystości środowiskowej i parafialnej.
Przez dwie kadencje była radną Gromadzkiej Rady w Niebocku, a do Koła Gospodyń Wiejskich w Jabłonce należy już 30 lat. Wspaniale działa to koło. Organizuje zabawy, wesela, opłatki, Dzień Kobiet, Dzień Seniora i wiele innych imprez środowiskowych.
Janina Zubel śpiewała także w 3-głosowym chórze żeńskim działającym przez kilka lat przy KGW pod dyr. Zdzisława Sabata. Były więc występy, wyjazdy i nagrody.
Najważniejsze dla niej to być między ludźmi, czuć się potrzebną i akceptowaną. Szczególnie teraz, kiedy zmarł mąż (1991 r.), dzieci założyły swoje rodziny i wyprowadziły się z domu. W jej oczach migocą iskierki humoru, często się śmieje, opowiada ze swadą, tryska energią. Ma w sobie tyle życia. Oby jak najdłużej.
W każdym środowisku, ba w każdej wsi potrzebny jest, a wręcz nawet niezbędny i konieczny taki Człowiek jak pani Jasia. Osoba głęboko zaangażowana w życie wsi, uczynna, oddana i bezinteresowna, a ponadto pielęgnująca tradycje i wszystko to, co piękne w sztuce ludowej Polski Południowo – Wschodniej oraz chroniąca i przekazująca młodym pokoleniom dorobek minionych pokoleń.
tekst Halina Kościńska
Źródło: Kwartalnik „Nasza Gmina Dydnia” I /2006, s. 20-21  
fot. Andrzej Józefczyk

985